Żyła sobie kiedyś mała dziewczynka. Była jedynym i ukochanym dzieckiem swoich rodziców. Była dla nich słońcem i blaskiem księżyca.
Była najpiękniejszym kwiatem i poezją.Była sensem ich życia.
Choć w domu dziewczynki nie przelewało się, rodzice starali się jak mogli, żeby ich córeczka nigdy nie odczuła biedy.
Czasy były ciężkie. Komunizm rozpanoszył się na dobre i chociaż na oczach wszystkich ponosił klęskę, nie miał najmniejszego zamiaru poddać się i odejść.
Mama dziewczynki, jak każda mama, która kocha swoje dziecko, bardzo chciała, aby jej córeczka miała ładne sukienki i płaszczyki.
Jednak o kupieniu tego w sklepach można było tylko marzyć.
Więc nauczyła się szyć. Ponieważ nie miała maszyny do szycia, nawet takiej staroświeckiej, zaczęła szyć ubranka dla córeczki własną ręką.
Od tej pory wieczorami, kiedy dziewczynka już spała, mama siedziała z materiałem w ręku i pod światłem lampy, pracowicie wyczarowywała dla swojej córeczki prześliczne sukienki, spódniczki i płaszczyki.
Każdego ranka zawiązywała we włosach dziewczynki białe kokardy i przytulała ją do siebie, po czym dziewczynka wyruszała w drogę do szkoły.
Tak upływał dzień za dniem.
Dziewczynka wzrastała, otoczona miłością i nigdy nie odczuła, w jak ciężkich czasach przyszło jej żyć.
Lubiła lato, bo wtedy mama kupowała dla niej truskawki i przyrządzała ze śmietaną i cukrem. Lubiła jesień, bo zbierała z tatą kasztany i tworzyła kasztanowe rodzinki.
Wiosną cieszyła się na pierwszy dzień, kiedy było już tak ciepło, że mogła założyć letnie buciki.
Ale najbardziej kochała czas, kiedy jesień dobiegała końca i wreszcie zaczynało się Wielkie Czekanie.
Każdego dnia tata podnosił ją w swoich silnych ramionach w górę i dziewczynka czerwoną kredką skreślała w kalendarzu dni dzielące ją od Najpiękniejszego Wieczoru w roku. I zawsze dziwiła się, że czas płynie tak wolno.
Aż wreszcie Wielkie Czekanie dobiegało końca i dziewczynka, kiedy tylko za oknem niebo zaczynało ciemnieć, przyciskała nosek do szyby i niecierpliwie wyczekiwała Pierwszej Gwiazdki. I jak każdego roku spoglądała jednocześnie w stronę drzwi…
A kiedy już Gwiazdka jaśniała pełnym blaskiem i wskazywała drogę do Betlejemskiego Żłóbka, do którego podążali Mędrcy i Królowie, rodzice i mała dziewczynka siadali do stołu.
Zawsze zastawiony był skromnie, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Dziewczynka miała wypieki na policzkach, kiedy Wieczerza Wigilijna dobiegała końca, a tata wstawał od stołu i znikał.
Krotko potem rozlegało się pukanie do drzwi, mama biegła otworzyć i po chwili w pokoju zjawiał się wspaniały Święty Mikołaj z workiem prezentów. Nigdy nie były to drogie rzeczy, ale zawsze przemyślane i każdemu dające radość.
Kiedy dziewczynka dorosła i sama stała się mamą, chciała, żeby jej dzieci, tak jak i ona kiedyś, czekały z wypiekami na ten jedyny w roku wieczór.
I tak było.
A dorosła dziewczynka patrzyła na rozjaśnione szczęściem buzie swojej córeczki i synka i wspominała te Święta, w które Mikołaj przyniósł jej najpiękniejszy prezent. Nigdy potem nie cieszyła się tak jak tego wieczoru.
Tym prezentem była mała laleczka.
Taka zwykła, jaką kupowało się w kiosku w PRL-u za 5 złotych. Miała namalowane oczy i włosy. Nic nadzwyczajnego. Ale do laleczki, owiniętej w watę, dołączony był koszyczek z wikliny przykryty białą narzutą.
Dziewczynka ostrożnie odsunęła materiał.
Jej oczom ukazał się płaszczyk. Maleńki czerwony płaszczyk, obszyty futerkiem. Miał nawet maciupeńkie kieszonki i guziczki zrobione z białej włóczki.
Dziewczynka pisnęła z zachwytu i zanurzyła rączkę głębiej.
Tym razem wyjęła sukienkę z białej wełenki. Potem sweterek w paseczki. A potem spódniczkę.
Im głębiej sięgała, tym większe skarby odsłaniały się jej oczom.
Czego tam nie było! Czapeczki, maleńkie rajstopki, spodenki, piżamki, buciki ! Nie brakowało sukni balowych i strojów kąpielowych. Ale najbardziej zdumiały dziewczynkę maciupeńkie rękawiczki i mufka.
Laleczka z PRL-u miała garderobę, której nie powstydziłaby się najbardziej wybredna dama.
Dziewczynka cały wieczór bawiła się i przebierała swoją laleczkę, a rodzice przyglądali się i uśmiechali do siebie.
A kiedy nastała noc, dziewczynka zapakowała swój prezent w watę, włożyła do kieszonki płaszczyka i poszła z rodzicami na Pasterkę.
Po latach dowiedziała się, że to jej mama wyczarowała te cuda dla małej laleczki z PRL-u.
To ona , kiedy dziewczynka spała, siedziała do późna w nocy i szyła. Był to czas, kiedy rodzice dziewczynki byli bardzo biedni. Ale dziewczynka nigdy tego nie odczuła. A Święty Mikołaj przychodził zawsze.
To wtedy właśnie mama dziewczynki podarowała jej najpiękniejszy prezent.
Mała laleczka z PRL-u stała się dla dziewczynki znakiem największej miłości. Miłości matki.
Wspomnienie tego wieczoru , kiedy ubierała małą laleczkę, spojrzenia rodziców, światła świec na choince, poniosła dziewczynka w dorosłe życie i przechowała w najgłębszym miejscu swojego serca.
Tą dziewczynką byłam ja.
Ten tekst napisałam przed rokiem, dwa dni po śmierci mojej najukochańszej Mamy. Dzisiaj, w pierwszą rocznicę pokazuję go tutaj jeszcze raz w niezmienionej formie.
Agnieszka – Greenelka
tylko osoba tęskniąca bardzo była by w stanie napisać coś tak pięknego.
Tak.odpowiem Ci prostymi słowami Królobójco. Taka własnie była moja mama,a ja za nią bardzo tęsknię. Ale myślę,że wielu z nas odnajdzie siebie w tej historii.
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
Agnieszko, Twoja opowieść o laleczce jest prawie taka jak moja o pralce ? Możesz ją znaleźć w zakładce Gabrysia dzieciom. Ależ my mamy podobne wspomnienia…. bardzo się wzruszyłam czytając a piosenki nawet nie uruchamiam…
Tak Gabrysiu, co ja mam Ci odpowiedzieć…
Piękny post kochana. Łezka mi się w oku zakręciła. ?
Wiem.
🙂 I co tu dodać? Nic. Bo wszystko zostało powiedziane:)
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)
Agnieszko, ja też Cię pozdrawiam
wzruszyłam się….
tak, wiem
a przyszłam złożyć życzenia:)
Aby te święta także były cudne jak tamte z dziecństwa, nigdy nie będą takie same ale niech będą pełne miłości właśnie:)
Szczęsliwego Nowego Roku!!!!
Dziękuję, tego samego życzę Tobie, pięknych, radosnych i błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia
I co ja mam napisać? Nie potrafię komentować kiedy jestem wzruszony…
No nic, to moje serce napisało…
Cudowne wspomnienia. Ja, także jestem dzieckiem PRL i pamiętam czasy, kiedy czekałam z utęsknieniem na prezenty pod choinką oraz kokokardy noszone we włosach. To są niezapomniane chwile.
Pozdrawiam:)
Dwa przejmujące obrazki, jak życie, wesoły i smutny, ale bardzo wzruszające. pamiętam jak sama szyłam ubranka dla lalek, potem nauczyła sie szyć dla siebie… dobrze, że mamy wspomnienia.
Tak Jotko, a wspomnienia o kochanej mamie są najpiękniejsze.
Agnieszko kochana, rozpłakałam się bo jeszcze posłuchałam tej bardzo lubianej przeze mnie piosenki. Moja mama własnie poważnie zachorowała. Bardzo się boję…
Iwonko, wiem.
Piękne, naprawdę pięknie napisane. Takich opowieści nie ma nawet jak skomentować, bo nic tu nie można dodać, ani nic ująć…
Hegemonie, to tak jest, kiedy pisze serce…
Tu nie trzeba wielu słów. Tekst przekazuje wszystko co trzeba.
Własnie, masz rację…
W tym tekście pokazałaś wszystko co w życiu ważne, miłość, pamięć, szacunek, radość z rzeczy małych, a jednocześnie ważnych, bardzo dopasowany wpis do czasu jaki nadchodzi według mnie.
No to bardzo przemyślany ruch, bo choinka z kotami, nawet grzecznymi nad wyraz nie stanowi dobrego połączenia.
Pozdrawiam!
Tak też myślę. Koty bardzo lubią bombki na choince, a ja nie chcę się stresować. Co do mojego tekstu, dziękuję:)
Piękny tekst, aż się popłakałam…
Jeszcze raz – wszystkiego najlepszego.
JaGo, bo teksty pisane sercem wzruszają. W Twoją stronę też jeszcze raz ślę piękne życzenia
Piękna, wzruszająca opowieść Agnieszko. Bieda była i prezenty mało kto dostawał, bo nie wszystkie mamy potrafiły szyć i robić na drutach tak jak Twoja mama. W piękny sposób to opisałaś:)
Życzę Ci Agnieszko i Twoim bliskim radosnych, rodzinnych, pięknych Świąt!
Mario, dziękuję,Tobie i tym, których kochasz, spokojnych i pięknych Świąt:)
Co prawda jako dziecko nie miałam nigdy swojej lalki … ale opowieść mnie wzruszyła .
Tak czy inaczej tęsknię za moją mamą choć to już 23 lata minęły jak odeszła … dlatego rozumiem , a przynajmniej tak mi się wydaje , że rozumiem co czujesz .
Pozdrawiam serdecznie … życzę spokojnych i radosnych Świąt . 🙂
Tęsknisz, zatem rozumiesz.
Dla Ciebie i Twoich bliskich też radosnych i pięknych Świąt:)
dziękuję 🙂
Pięknie napisany wpis,cudowne wspomnienia 🙂
Kingo, dziękuję
Piękna historia, przepełniona miłością. Bardzo podobna do historii mojego dzieciństwa. Magia świąt to wyjątkowy czas. Warto zarażać nią dzieci, by potem przekazywały ją dalej.
Królowo Karo, dziękuję 🙂
Piękna opowieść. Wspomnienie tamtych czasów, w których się wychowałyśmy. Pamiętam jak nie było niczego… Cieszył każdy drobiazg. Doskonale pamiętam tamte czasy. Pamiętam jak kupiłam mamie na Dzień Matki – zmywacz do paznokci, bo nie miałam pieniędzy na nic więcej i mama się ucieszyła.
Bardzo lubię tę piosenkę Violetty Villas, ale niestety musiałam wyłączyć, bo zawsze, gdy jej słucham od razu ryczę.
Agnieszko, życzę Tobie radosnych i pięknych Świąt Bożego Narodzenia !!!
Tak Uleczko…
Cholera, jeszcze tego mi brakowało…
Popłakałam się i nie mogę skończyć.
Wiem. Ja płakałam kiedy to pisałam.
Och, też się popłakałam… Cudna historia.
Mimo biedy miałaś piękne dzieciństwo, Agnieszko, bo doświadczyłaś ogromnej miłości
ze strony rodziców, a to ważniejsze od wszystkiego innego.
Tak, to prawda, miałam to, co najpiękniejsze…
bo to nie bogactwo daje szczęście,takie zabawki są najlepsze, ja bawiłam się muszelkami, ciężarkami do wagi, misiami,myszkami pluszowymi, lalkami, traktorkami, cudnego wieczorku 🙂
Kochana, jak ja, jak ja:)