Wcale nie musisz być artystką – malarką, pisarką czy solistką sopranową, żeby z obcowania ze sztuką odnieść korzyści nie tylko dla ducha, cokolwiek pod tym pojęciem rozumiesz. No, ale duch to duch, chociaż jest też taki w operze:)
Jednak czy wiedziałaś o tym, że sztuka może być dla Ciebie lekiem? Tak, lekiem na całe zło tego najpiękniejszego ze światów.
Bo kiedy wieczorem zmęczona i zmarnowana po całym dniu pracy, zmywasz wreszcie makijaż codzienności, maskę instagramowego optymizmu (wcale nie musisz w tym siedzieć, tzn. w insta., no, ale wiesz o co mi chodzi) robisz sobie ulubioną herbatkę w ulubionym kubku i siadasz wygodnie w fotelu, który ma zapisany w swojej przytulności każdą Twoją łzę radości i bezsilności, wtedy nie…
Nie, nie sięgaj po ukochany gadżet homo sapiens trzeciej dekady XXI wieku. Proponuję Ci coś innego.
Proponuję Ci cudowny w swojej prostocie i pięknie lek, który nazywa się SZTUKA.
Tak, bo sztuka jest lekarstwem, terapią, która może przysłużyć się Twojemu dobrostanowi , a co za tym biega, potrafi spowolnić starzenie, czyli odnowić komórki Twojego ciała, krótko mówiąc przedłużyć w zdrowiu Twój pobyt na Niebieskiej Planecie zwanej Ziemią.
I obojętne czy tworzysz, czy podziwiasz, sztuka ma realny wpływ na Twoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Dr Susan Magsamen z Brain Science Institute na John Hopkins University School of Medicine, w książce ” Mózg pod wpływem sztuki. Jak sztuka nas zmienia” pisze, na podstawie badań, które przeprowadziła, że nawet 45 minut dziennie poświęcone na twórczość artystyczną obniża poziom kortyzolu, a zwiększa poziom serotoniny – hormonu szczęścia i poprawia życie.
Kiedy tańczysz, malujesz, śpiewasz. ale i kiedy czytasz, piszesz, Twój mózg nie tylko odczuwa błogi relaks, on się zmienia!
Powstają w nim nowe połączenia neuronalne, zwiększa się objętość kory mózgowej, a poziom hormonu stresu obniża się. Już pół lekkiego tańca , albo kolorowania, ale i na przykład przeglądanie albumu z pięknymi obrazami prowadzi do wyciszenia, porównywalnego z medytacją.

I to działa na każdego ! Na dzieci, na nastolatki – też dzieci – jasne, jasne, na starszych ludzi, na przemęczone matki i zestresowanych ojców – na wszystkich !
Dzieci obcujące ze sztuką, uczestniczące w zajęciach artystycznych lepiej się uczą i rzadziej wdają się w bójki, a u osób starszych kontakt ze sztuką obniża ryzyko demencji. Niesamowite i niewyobrażalne w Polsce : w Wielkiej Brytanii lekarze przepisują w ramach terapii wizytę w muzeum.
A jak jest z muzyką?
Lubisz sobie pośpiewać? To bardzo dobrze, bo na pewno poprawiasz sobie tym humor. Ale nie tylko – śpiewanie aktywizuje nerw błędny, który odpowiada za głebokie odprężenie.
Grasz na instrumencie?
Doskonale ! Rozwijasz zdolności poznawcze.
Lubisz szyć ? A może tworzysz coś fajnego w glinie? Może piszesz?
Wszystko to wpływa na produkcję serotoniny, czyli hormonu szczęścia. Czujesz się po prostu lepiej.
A może kochasz taniec?
Oooo, to jest dopiero rewelacja!
Badania wykazały, że regularne zajęcia taneczne poprawiają mobilność i nastrój, a nawet łagodzą przewlekły ból.
Czyli serio – sztuka leczy.
Mniej stresu, więcej błogostanu, więcej dobrostanu.
Leczy też piękno. Znasz uczucie zachwytu, że aż coś Cię w gardle ściska kiedy patrzysz na jakiś obraz? Albo słuchasz pięknej muzyki?
To piękno sprawia, że obniża się ryzyko demencji, depresji i załamań nerwowych.
Zatem : wieczorem, zamiast scrollowania w telefonie, weź do ręki książkę, posłuchaj pięknej muzyki, narysuj obraz, zacznij dziergać na szydełku szalik albo sweterek i poczuj się szczęśliwsza.
A skoro obcowanie ze sztuką pomaga w utrzymaniu zdrowia do późnej starość, to może warto na nowo zdefiniowac zdrowy styl życia?… I do zdrowej diety, zdrowego snu i dawki codziennego ruchu, dodać porcję kultury i sztuki?…
Możesz tym przedłużyć swoje życie w zdrowiu, serio…
Pozdrawiam – Greenelka