Rumieńce Makowej Panienki, czyli historia wybitnie vintage

Jest wczesne wrześniowe popołudnie.

Małą uliczką, którą z rzadka przejeżdża samochód, chyba, że jeden z tych, w których siedzi bardzo ważna osoba,

jadąca z mniej ważnym kierowca, któremu z kolei wydaje się,z racji tego co robi, że jest bardzo ważn, idzie mała dziewczynka, trzymając mocno za rękę swojego tatę.

Dla niej z kolei ,własnie on jest najważniejszą osobą na całym świecie, ba – jest centrum świata, jest całym światem.

Jest jeszcze mama, ale ona od dawna śpiewa piękne piosenki Aniołkom, tak mówi tata, a on wie wszystko najlepiej. Dziewczynka nie pamięta wcale swojej mamy, wie tylko, że była bardzo piękna, co akurat nie jest niczym dziwnym, bo przeciez Tata dziewczynki nie mógłby mieć brzydkiej żony.

Jednak o wiele ważniejsze było, że Mama dziewczynki była piękna w środku, jak mówił Tata – miała wielkie, dobre serce, kochała bardzo swoja córeczkę i naturalnie Tatę dziewczynki.

Tak więc, nawet jeśli wspomniana ważna osoba jadąca z mniej ważnym kierowcą, którego o tej porze właśnie bardzo bolał ząb i wcale nie był zadowolony, że musi uważnie patrzeć przed siebie, żeby nie spowodować wypadku, byla w swoim mniemaniu najważniejsza, myślę, że mała dziewczynka była za to szczęśliwa.I naprawdę ważna dla swojego Taty.

Każdego dnia czuwała nad nią z Nieba jej Mama, no i każdego dnia mogła liczyć na swojego Tatę.

Bardzo ważna osoba była politykiem i jak to jest z politykami, nikt jej nie kochał, nawet można powiedzieć, że nikt jej nie lubił, może oprócz czarnego kota, który każdego wieczoru siedział w oknie i czekał na swojego pana.

Jednak zostawmy ważną osobę, no, może kierowcy tylko żal, bo zanim dotrze do domu, będzie miał uczucie, że pęknie mu głowa z bólu. W końcu ząb potrafi człowieka wykończyć. A dzień długi, jeszcze wiele spotkań, na które musi biedny kierowca zawieźć ważną osobę.

Tymczasem dziewczynka pojęcia nie ma, że obok niej właśnie przejeżdża ta ważna osoba z mniej ważnym kierowcą.

Co prawda jej Tata ogląda się za siebie kiedy widzi mijające ich auto, ale bez specjalnego zainteresowania. Od dawna wie, że politycy stworzeni są po to by kłamać.

Tak jak szewc szyje buty, a krawiec ubrania, tak polityk kłamie.

Więc woli uścisnąć delikatnie rączkę swojej córeczki i pyta:

– idziemy na drożdżówki do pani Lodzi?

-Tak ! – śmieje się dziewczynka i podskakuje jak piłeczka z radości.

Ważna osoba, której nikt nie kocha, oddala się w swojej limuzynie i niknie na końcu uliczki, a Dziewczynka z Tatą zbliżają się do małego sklepiku.

Jeszcze kilka stopni w dół i już są w suterenie.

Tam właśnie, kiedy dziewczynka jest grzeczna, może wybrać sobie coś dobrego. Czasami jest to duży, okrągły, czerwony lizak, czasami dropsy zawinięte w rulonik z papieru, takie kolorowe, żółte, zielone, biale i różowe, czasami paczuszka ciągnących  krówek.

Dropsy, swoją drogą, na zawsze pozostaną smakiem dzieciństwa Dziewczynki, kiedy już dorośnie. Chętnie będzie opowiadać o tym swoim dzieciom. O tym jak częstowała Tatę pierwszym dropsem z rulonika. Najbardziej lubil zielone, miętowe. A ona żółte, cytrynowe, chociaż pomarańczowe też były ok.

Jednak najbardziej, ponad wszystko, Dziewczynka kochała drożdżówki z makiem. A pani Lodzia miała je najwspanialsze na świecie! Nigdzie, w całym mieście nie było drugich takich!

Przez te drożdżówki Tata nazwał swoją córeczkę Makową Panienką i tak już zostało.

Oczywiście, początkowo byla to pilnie strzeżona tajemnica, bo Dziewczynka tak właśnie chciała, ale z biegiem lat spodobal jej się ten przydomek i przyjaciele mogli ją tak nazywać. Przyjaciele przez duże P, naturalnie. Wiadomo, że takich ze świecą szukać, ale jeśli już są, to na dobre i na złe. No i Mąż, który bardzo, dorosłą już Dziewczynkę kochał. On też mógł ją tak nazywać.

Moja Makowa Panienko – mówił, a jego oczy śmiały się.

Więc zawsze była ta drożdżówka i czasami dropsy, potem spacer do parku, gdzie Dziewczynka karmiła gołębie. W niedzielę szli razem do pobliskiego kina na seans bajek.

Makowa Panienka lubi wracać do tych dni.

Nie ma już parku, bo na jego miejscu zbudowano wielki hipermarket z wielkim parkingiem, a w wąskiej uliczce nie ma sklepu pani Lodzi. Tego z dropsami i drożdżówkami. Pani Lodzia zreszta też już całkiem odeszła w najdalszą podróż, ale kto wie czy tam gdzie jest, nie rozdaje dzieciom swoich kolorowych słodyczy…

Od dawna nie ma też Ważnej Osoby. Nawet to, że była taka ważna, nie pomogło jej zostać tu na zawsze. Nikt za Nią nie tęsknił oprócz kota, no, ale on też już odszedł za Tęczowy Most.

Żyje za to Kierowca Ważnej Osoby.

Makowa Panienka poznała go nawet. Przychodzi na pobliski skwerek karmić gołębie. Opowiada dzieciom Makowej Panienki dawne historie, a dzieciom aż buzie otwierają sie ze zdziwienia. Bo też starszy już mocno Pan umie opowiadać,oj umie…

A Dziewczynka aż czerwieni się ze wzruszenia, kiedy widzi jak gołębie na czerwonych nóżkach podskakują wokół  jej starego znajomego i jedzą mu z ręki. Mówi, że teraz, choć stary i niewiele mu życia pozostało, jest o wiele szczęśliwszy niż wtedy, kiedy woził  Ważną Osobę.

To czerwienienie się Makowej Panienki przy byle okazji i bez okazji, było zreszta jej zmorą Od dziecka tak miała.

Kiedyś Przyjaciółka powiedziała jej, że to już taka jej natura, taka cera. Jedni mają taką, inni taką, a ona ma jeszcze inną. I dała jej na to coś specjalnego, w malym pudełeczku, krem, który  Makowa Panienka nosi od tej pory zawsze ze sobą. Krem Makowej Panienki dla Makowej Panienki…

Nowa Kosmetyka Krem Makowej Panienki 60 ml

Pozdrawiam Cię, już coraz bardziej jesiennie – Twoja Greenelka

 

Chcesz zostać moim Patronem?

Zapraszam 🙂

Patronite.pl/greenelka

 

(Visited 56 times, 1 visits today)

1 thought on “Rumieńce Makowej Panienki, czyli historia wybitnie vintage

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×

Polub Greenelkę na Facebooku