Lifestyle

Wigilijny krajobraz z czerwonym portfelem w tle

Kiedy byłam małą dziewczynką, oczekiwanie na Boże Narodzenie zaczynało się dla mnie już we wrześniu.

Mieszkałam wtedy z rodzicami w Poznaniu, w stuletniej kamienicy, gdzie dzieliliśmy olbrzymie mieszkanie z dziadkami, dwiema siostrami mamy, z których jedna studiowała, a druga była uczennicą liceum.

Ta pierwsza otaczała się bardzo przystojnymi kolegami, druga grała w szkolnym teatrze i cała rodzina wróżyła jej wielką aktorską karierę.

W którymś momencie na pokład starego mieszkania wskoczył jeszcze mamy brat, którego babcia w ostatnim momencie uratowała przed śmiercią. Biedak, niczym młody Werter chciał sobie palnąć w głowę po tym jak rzuciła go narzeczona, piękna dziewczyna o figurze Anity Ekberg i długich czarnych włosach zaplatanych w warkocz sięgający  do pasa.

Jej narzeczony, kiedy ujrzał na stole kartkę z krótkim „Adieu”, w rozpaczy wyciągnął zza łóżka starą broń dziadka, Żołnierza Wyklętego i już, już zakończyłby swój żywot, gdyby nie babcia, która za jedynakiem w ogień by wskoczyła, więc cała sprawa zakończyła się melancholią, potem depresją, a potem jeszcze małżeństwem mojego stryja z kobietą zgoła różną od czarnuli z warkoczem.

Druga żona była przeciętna, w sumie wszystko było w niej przeciętne, ale prawdziwa miłość zjawia się tylko raz w życiu, więc nie można narzekać.

W każdym razie te trzy kobiety wywarły duży wpływ na małą dziewczynkę, czyli na mnie, w pewnym, bardzo konkretnym aspekcie.

Otóż one wszystkie w moich oczach były prawdziwymi damami.

Zwłaszcza narzeczona stryja przyciągała moją dziecięcą uwagę, bo miała w sobie to coś, każda prawdziwa dama powinna w sobie mieć.

Tajemnicę, wdzięk, powłóczyste spojrzenie i do tego ” nosiła się na czerwono”. Uwielbiała ten kolor. Towarzyszył jej zawsze. A to jako czerwona sukienka, a to jako czerwone szpilki, czasami czerwony pasek oplatał talię narzeczonej stryja, czasami był to kwiat we włosach.

Niezależnie od okazji nosiła przy sobie czerwoną torebkę, a w niej piękny, elegancki czerwony portfel, będący nieustannie przedmiotem zazdrości małej dziewczynki, czyli mnie.

Narzeczona stryja wyciągała z niego drobne i dawała mi, żebym kupiła sobie lizaka. Czasami zabierała mnie do sklepu i kupowała drożdżówkę z makiem.

I teraz do moich początków czekania na Wigilię.

Któregoś września , kiedy skończyłam 7 lat, postanowiłam, mimo moich niesfornych włosów, obdrapanych kolan i szczerby między górnymi jedynkami, co było wówczas dla mnie największym nieszczęściem, zostać damą jak narzeczona stryja.

I zostać nią w Wigilię Bożego Narodzenia, tak, aby wszyscy widzieli. Ot, takie marzenie dziecka.

Zdjęłam z półki skarbonkę i wysypałam z niej wszystkie drobne, które uzbierałam. Rozłożyłam na stole i bez żalu pomyślałam, że zrezygnuję z wózka dla lalek, stałego marzenia małej dziewczynki, na rzecz czerwonego portfela. Bo o lakierze do paznokci nie miałam co marzyć, mama by nie pozwoliła, a sukienki czerwone miałam owszem, z kieszonką z wyhaftowanymi truskawkami, no nie, nie o takie mi chodziło. Szpilki też z wiadomych względów nie wchodziły w rachubę…

Zatem portfel.

Wiedziałam, że droga do niego będzie długa i wyboista, bo w skarbonce były tylko drobniaki. Ale nie zniechęcałam się i postanowiłam odkładałać każdy grosik.

Minął tamten wrzesień, przeszedł październik, listopad i wielkimi krokami zbliżał się ten jedyny w roku wieczór, kiedy wszystko wydaje się lepsze, piękniejsze…

Jakież było moje zdumienie, kiedy pod choinką znalazłam, no co?

Skąd oni wiedzieli? – zastanawiałam się nad tym nawet wtedy, kiedy już byłam dorosłą kobietą.

Ten pierwszy, prawdziwy portfelik, oczywiście dopasowany do dziecięcej rączki, do dzisiaj wywołuje we mnie wzruszenie.

Od tego dnia elegancki portfel stał się moim nieodłącznym towarzyszem. Niezależnie od tego jak bardzo miałam czy mam pod górkę w życiu, nawet jeśli jest nic się nie układa, bo i tak bywa, zawsze noszę w torebce, albo nawet w plecaku, elegancki portfelik.

Oczywiście on wygląda zupełnie inaczej niż ten, który znalazłam pod choinką wiele lat temu, jest „dorosły” jak i ja, nie gra w nim sentymentalna nutka.

Czerwony lakier na paznokciach, czerwony portfel.

Dwie rzeczy, które pasują do siebie jak siostry bliźniaczki. Kocham to miłością stałą i niezmienną.

Oczywiście nie upieram się przy czerwonym, kolory mogą się zmieniać, bo dlaczego nie? Ta czerwień to tylko moje wspomnienie z dzieciństwa, kiedy tak bardzo chciałam zostać prawdziwą damą.

Czy to dzisiaj dla mnie ważne?

Wiadomo, że inaczej widzi się oczyma dziecka, a inaczej będąc dorosłą osobą z calym bagażem doświadczeń.

Jednak pewne rzeczy pozostają na zawsze.

Historia zatacza koło i dzisiaj, kiedy wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie 2021, nachodzi mnie pragnienie odtworzenia tamtego klimatu.

Więc:

Wskoczyłam do zaczarowanego miejsca i znalazłam coś dla siebie.

Portfele, które chciałabym Ci pokazać, są niezwykłe, bo znajdziesz wśród  nich takie, które  wzbogacono ultra nowoczesną technologią RFID BLOCKING SYSTEM, zabezpieczającą karty zbliżeniowe, legitymacje i karty komunikacji miejskiej przed nieautoryzowanym odczytem danych.

Zapraszam Cię, pozwól się zaczarować….

Pozdrawiam Cię serdecznie – Greenelka

Ten blog istnieje dzięki Wam. To dużo pracy, choć i radości Jeśli masz ochotę mnie wesprzeć w mojej pracy, będę wdzięczna

Zapraszam Cię na moją  stronę na Patronite.pl

 

 

(Visited 84 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×

Polub Greenelkę na Facebooku