Lifestyle,  Zdrowie

Ostatnie takie pokolenie. Ostatnie takie dzieciństwo

Ostatnie  takie pokolenie.

Nasze dzieciństwo przypadło na dziwne czasy. Ale nigdy tego nie odczuwaliśmy.

Nasi rodzice byli biedni, lecz my, my i tak byliśmy szczęśliwi.

Nie mieliśmy smartfonów, za to zaraz po szkole pędziliśmy na podwórko. Mama nas nie szukała, bo biegaliśmy gdzie nas wiatr poniósł i tak by nas nie znalazła.

Bawiliśmy się w indian, policjantów i złodziei, detektywów, szukanego i skakankę.

Nie znaliśmy chipsów i coli, za to piliśmy oranżadę z jednej butelki i nikt nie mówił nam, że sie pozarażamy chorobami. dzieliliśmy się  też plackiem upieczonym przez nasze mamy z najprostszych, ale prawdziwych  składników.

Wracaliśmy do domu zmęczeni i głodni. Jedliśmy chleb ze smalcem, który smakował jak nic nigdy potem.

Jeździliśmy na śmiesznych wrotkach, które przyczepialiśmy do butów rzemykami.

Zimą lepiliśmy bałwana i robiliśmy orła na śniegu.

Mieliśmy wiecznie obdrapane kolana, ale nigdy nie przybiegaliśmy do domu z płaczem, żeby mama poratowała nas specyfikami z apteki. Wystarczała nam własna ślina, albo chusteczka wyhaftowana w motylki.

Biegaliśmy do ogrodu sąsiada i kradliśmy mirabelki. Smakowały jak najlepsze cukierki. Czasami zostawialiśmy na płocie kawałki spodenek i za to czekała nas bura w domu.

Jedliśmy brudne jabłka i często ze śmiechem wydłubywaliśmy z nich robaczki.

Czekaliśmy przed piekarnią na świeży chleb, wypiekany rękoma piekarza, a nie maszyny. Chleb był z prawdziwej mąki i cudownie pachniał. Zanim doniesliśmy go do domu, z chleba zostawała połowa.

Jedliśmy skromne śniadania i obiady, ale zawsze nam smakowały. Sałatka z prawdziwych pomidorów i ogórków z cebulą, była smakołykiem.

Nie mieliśmy setek wirtualnych znajomych. Mieliśmy prawdziwych przyjaciół.

Odwiedzaliśmy się w domach, nie w sieci.

Rodzice nie wysyłali nas na dziesiątki zajęć pozalekcyjnych, chcieli, żebyśmy mieli prawdziwe dzieciństwo. Po szkole trzeba było zjeść obiad,odrobić lekcje i iść na świeże powietrze.

Mieliśmy też swoje obowiązki, musieliśmy pomagac rodzicom, na przykład froterować podłogę, a przede wszystkim sprzątać własne pokoje, które dzieliliśmy z rodzeństwem.

Chodziliśmy do szkoły, kiedy męczył nas katar, z nosa leciały smarki i męczył nas kaszel. Trudno było oszukać mamę, nawet kiedy wkładaliśmy termometr do szklanki z gorącą herbatą.

Brzuszek i główka to szkolna wymówka – powtarzali nasi rodzice.

Nikt nie zamykał szkoły z powodu grypy. Nikt nie kazał nam zasłaniać nosa i ust z powodu wirusów. Wszyscy wiedzieliśmy, że przyjdzie wiosna i wszystko się skończy, bo słonko jest najlepszym lekarstwem.

Zimą obrzucaliśmy się śnieżkami i tarzaliśmy w śniegu, a mimo tego rzadko chorowaliśmy.

Byliśmy bardzo dziwnymi dziećmi,bo czytaliśmy książki. Lubiliśmy Anię z Zielonego Wzgórza i Winnetou.

Nie mieliśmy nadwagi. Byliśmy szczupli i zahartowani.

Nie wiedzieliśmy co to alergie.

My, pokolenie 1950 – 75.

My, ostatnie pokolenie, które żyło prawdziwym życiem…

Pozdrawiam – Greenelka

Dziękuję moim kochanym Patronom za wspieranie mnie w tym co robię, bez Was nie dałabym rady, a ten blog nie mógłby istnieć.

Dziękuję z całego serca, a jeśli i Ty uważasz,że to co robię ma dla Ciebie wartość, rozważ wspieranie mnie.

Patronite.pl/greenelka

 

(Visited 146 times, 1 visits today)

16 komentarzy

  • Moni

    Tak bylo, dokladnie! Nic dodac nic ujac! Agnieszko, zapomnialas jednak napisac, ze na lekcjach sie przepisywalo dowcipy o milicjantach…

  • https://bezbrzeznemysli.blogspot.com/

    Zagdzam się z Tobą Agnieszko, że to były fajne czasy, ale tylko dla pokolenia, które tego wszystkiego doswiadczyło.
    Zacytuję słowa pewnej piosenki:
    „Każde pokolenie ma własny czas
    Każde polenie odejdzie w cień
    Każde pokolenie rozwieje się…”
    To co dla pokolenia urodzonego w ubiegłym wieku jest miłe i ciekawe, dla obecnego pokolenia jest archaizmem i skansenem. Tak i dla mnie pokolenie moich dzidków, gdzie nie było praktycznie telefonów, gdzie były dorożki a loty samolotem były czystą abstrakcją.
    Tak na marginesie, że chociaż wychowałam się w czasach, o których wspominasz to tak naprawdę nie tęsknię za nimi. Nie tęsknię do szarości, bylejakości, komnizmu i paszportów leżących na komendzie Milicji Obywatelskiej, braku perspektyw, braku wolności, niemożności wyjechania na „zgniły” Zachód bez podpisania lojalki u agentury SB, do kartek na żywność, butów czy proszek do prania, do kolejek po prawie wszystko… Jedynie do czego tęsknię to do rozmów z dziadkami, ale to jest niezależne od czsów w jakich teraz przyszło mi żyć.
    PS
    Z uśmiechem wspominam smakołyk jakim był chelb polany wodą i posypany cukrem, czy rabarbar maczany w garści cukru. O jeździe na wielkim ruskim rowerze, gdzie trzeba było jechać wygiętą w paragraf pod ramą i na dodatek nie było pedałów, tylko same ośki, skakanie/zabawa w gumę czy zabawa w „państwa-miasta”.

    • Greenelka

      W tym tekście nie chodziło mi o tęsknotę za komunizmem,to ostatnie co miałam na mysli,o paszporty(które zresztą są i dzisiaj,tyle że zdrowotne).Nie chodziło mi też o „każde pokolenie”,o pokolenie dziadków czy pradziadków,to nie jest tekst sentymentalny, choć na pierwszy rzut oka tak wygląda.Pozdrawiam

      • Iwa Przyrodniczka

        nie zgadzam się co do szarości, zieleń była, zabytki wszystkie były, starówki z piękną architekturą pamiętającą przedwojenne czasy, nie było reklam fakt, ale czy one są takie piękne? Czy foldery reklamowe są takie estetyczne? One odwracają uwagę od budynków, a każdy styl ma swój urok, budownictwo z każdego okresu ma coś ciekawego w sobie, od najdawniejszych do naajwspółczesniejszych. A zieleń? Niby zaniedbane krzaczki, ale wiosną i latem kiedy zieleń rozkwita, kiedy kwitną bzy, potem owoce i kolorowe liście to prawdziwe kolory świata, nie plakaty z towarami sklepowymi, cudnego wieczorku 🙂

  • Dorota

    :)) Nie wiem co „autor miał na myśli”, ale trudno jest rozerwać na poszczególne atomy funkcjonowania ostatniego pokolenia. Może chodziło Tobie o interreakcje społeczne, o spantanicznośc i kreatywność , o luz, który nas teraz ogranicza czy to ze względu na aspekty sanitarne czy też szeroko pojęty strach przed ludźmi. Kiedyś było inaczej, ale czy na pewno pięknie i serdecznie. Pewne aspekty funkcjonowania społecznego wymuszała ówczesna technika – brak telefonów, komunikatorów elektronicznych, brak internetu a tv serwowała tylko dwa kanały. Dlatego też ludzie chętnie czy mniej chętnie spotykali się ze sobą. A jedzenie czy było tak zdrowe- za moich czasów funkcjonował jeszcze środek DDT, wielokrotnie słyszałam o mleczarniak, w których wykryto czerwonkę, salmonellę , o przyjęciach weselnych gdzie goście zatruli się jadem kiłbasianym czy też innym paskudztwem. Na pewno brak higieny był czynnikiem uodporniającym, ale nie wiem czy bym chiała wrócić do czasów saturatorów i jednej szkalnki, z której pili wszyscy chętni. Czy też barów mlecznych rodem z filmu Barei „”Miś” – https://www.youtube.com/watch?v=osiMaR5wHRo
    Z pewnością więcej przebywaliśmy na zewnątrz niż w zamknietych pomieszczeniach, więcej się ruszaliśmy – ale to nie było podyktowne naszą wiedzą fit, tylko brakiem dobrze funkcjonujacej komunkacji i talonów na samochody i kartek na benzynę. To piękno „ostatniego pokolenia” ma nie tylko dwie strony medalu, ale także bardzo wiele twarzy.
    Co do paszportów zdrowotnych to one funkcjonują od wielu, wielu lat. Tzw, zółta książeczka ( Międzynarodow Książeczka Śzczepień International Certificate of Vaccination and Prophylaxis) i udukmentowane w niej szczepienia – np. od :
    żółta gorączka,
    dur brzuszny,
    wirusowe zapalenie wątroby typu A,
    choroba meningokokowe,
    kleszczowe zapalenie mózgu,
    japońskie zapalenie mózgu,
    wścieklizna.
    upowazniają do wjazdu do wielu krajów i nie trzeba oddawać jej na komendę MO.

    • Greenelka

      Tyle słów…. Stawiasz na równi żółte książeczki szczepionkowe z certyfikatem C19. No cóż..Przykro mi, ale socjalizm wraca i to w gorszej postaci,bo kontrola będzie pełniejszą ze względu na rozwinięta cyfryzację Serdecznie polecam wykład pana Ernsta Wollfa,ktoś przetłumaczył,przyznam się,że żałuję, iż to nie byłam ja.Pozdrawiam .https://youtu.be/hNapcB0tSl0

  • Iwa Przyrodniczka

    Mnie zastanawia jedna rzecz. Respirator jest dla ludzi, którzy nie mogą oddychać ;onieważ albo są nieprzytomni, albo mają uszkodzone nerwy, ośrodek oddechowy lub mięśnie oddechowe. A oni usypiają zdrowych, przytomnych ludzi, zwiotczają ich niczym usypiane zwierzęta i ładują pod respirator, a oni przed uśpieniem są przytomni i mogą oddychać, kmontrolują mięśnie oddechowe i od pnia mózgu i korowo, więc te respiratory to fanaberia pomysłodawców. Czyżby płacono od intubacji? cudnego wieczorku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

×

Polub Greenelkę na Facebooku